czwartek, 27 grudnia 2012

006.


notka: 
Boże, jak długo mnie tu nie było! Tęskniłyście? Bo ja.. tęskniłam, naprawdę. 
WIELKIE PRZEPROSINY dla każdego, kto czekał na ten rozdział!
Po długim czasie, wreszcie go napisałam. 
Przez szkołę nie mam czasu, teraz gdy jest wolne spięłam sie i coś tam nabazgrałam. 
Czy jest dobry? Nie wiem, nie czytałam go. Od razu po napisaniu go wstawiam, nie sprawdzałam błędów, więc z góry przepraszam! :)
Opinie zostawiam Wam, czytelniczki.
Mam nadzieję, że mi wybaczycie ten długi okres, gdy mnie nie było.
Do następnego, który powinien pojawić sie szybciej! 
INFORMOWAĆ CIĘ? ZOSTAW NICK Z TT W KOMENTARZU. 


Niall wbiegł do swojego mieszkania,  rękawem ocierając łzy. Wpadł do salonu i usiadł na kanapie. Schował głowę między kolanami i zamknął oczy.
Był rozdarty, potrzebował kogoś.
A te wszystkie wspomnienia wróciły.
Czuł pustkę i smutek, gdy te obrazy znowu przyćmiły jego umysł. Krzyk, próba zahamowania, przerażenie. Bieg. Zapomnienie.
Pamiętał ten ból, gdy udał, że wszystko jest w porządku. To głupie poczucie winy, mocne wyrzuty sumienia.
Tamten dzień określał mianem najgorszego w jego całym, dziewiętnastoletnim życiu. Jedno wydarzenie, które zmieniło wszystko.
Nastawienie, jak i chęć do życia.
To zmieniło Horana.
Kto by pomyślał, że parę minut z ludzkiego życia, może zmienić wszystko o sto osiemdziesiąt stopni?
Niall nie był do tego przekonany, ale trzy lata temu się dowiedział, że to jest możliwe.
Żałuje, cholernie żałuje.
            Wziął gitarę akustyczną, które wykonana została z jasnego drewna i zaczął grać pierwszą melodie która mu przyszła go głowy. Cicho nucił, dobrze mu znany tekst.
Mamo zabierz ode mnie tą oznakę
Nie mogę już jej więcej używać
Ściemnia się, jest zbyt ciemno, żeby cię ujrzeć
Czuję jakbym pukał do nieba bram

Pukając do nieba bram

Mamo, zakop moje pistolety 
Nie mogę z nich więcej strzelać
Ta zimna , czarna chmura zniża się
Czuję jakbym pukał do nieba bram*
- Mamo.. ja naprawdę tęsknie.. Nie chciałem tego zrobić.. Ty nawet nic o tym nie wiesz. – pozwolił łzom wypłynąć z jego niebieskich oczu i odłożywszy na bok Lucy, skulił się na podłodze.
Obiecał sobie być silnym, chciał powiedzieć chłopakom prawdę.
Chciał, żeby ktoś się nim zajął, żeby kogoś obchodził.
Ale nie, każdy opiekuje się Liamem. Bo Payne się zmienia, bo jest chory.
Czy nikt nie zauważył, że ja się zmieniłem? Czy naprawdę już nikogo nie obchodzę? Czy to są naprawdę.. moi przyjaciele?
- Pora zapomnieć – mruknął sam do siebie, wstając. Wygładził koszulkę polo i sięgnął po fioletową, ciepłą bluzę. Zabrał klucze, portfel i komórkę.
Ubrawszy bluzę, wyszedł z mieszkania. Szybkim krokiem przeszedł przez korytarz. Wpadł do windy, gdzie parę razy wcisnął P, zanim ta się nie zamknęła.
Wybiegł z niej i skierował się do wyjścia, lecz wpadnięcie na kogoś go zatrzymało. Spojrzał w górę i napotkał szare tęczówki Tomlinsona.
- Niall? – spytał szatyn, siląc się na spokojny ton – Wszystko w porządku? – zatrzymał Horana, poprzez mocny uścisk na ręce Irlandczyka i popatrzył w załzawione, lazurowe tęczówki chłopaka.
- Ja.. – szepnął blondyn, ocierając łzy. Spojrzał w górę i głośno, nerwowo wypuścił powietrze. Pokręcił żałośnie głową, wzruszając ramionami – Nieważne.
Blondyn wyrwał się z uścisku i wybiegł z kompleksu.
Ktoś mógłby nazwać blondyna mordercą
***
            Po mimo  mocnego bólu głowy wyszarpał granatową walizkę spod łóżka. Wyprostował się i podszedł do szafy. Wyjął z niej parę koszulek, dwie pary spodni i bieliznę. Wszystko ułożył na łóżku i westchnął zrezygnowany.
Wraca do Wolverhampton.
Sam nie wie na jak długo. Czy na zawsze? Może to już koniec podróży w Jednym Kierunku?
Rozmyślał już nad tym. Nad zakończeniem swojego uczestnictwa w zespole.
Może znaleźliby sobie innego Liama, który nie jest gejem?
Nie zdecydował się jeszcze. Rozum mówi zostań, lecz serce chce uciec.
Jakaś mała cząsteczka w środku Payne’a szepcze, że miłość do Louisa jest tylko chwilowym zauroczeniem.
Liam się już pogubił.
Potrafi uśmiechać się i płakać jednocześnie, gdy myśli o Louisie.
Widok szatyna sprawia mu radość, ale również smutek, przez to, że nigdy nie będą razem.
Nigdy. Takie puste słowo. Nic nie znaczące, jednak przewidujące przyszłość.
            Schylił się po ubrania i włożył je do małej walizki. Ułożył je jakoś i zamknął bagaż. Postawił go przy ścianie i wszedł do łazienki. Opukał twarz zimną wodą, po czym wyszedł z pomieszczenia.
- Co ty wyprawiasz?
Odwrócił się gwałtownie, przez co zakręciło mu się w głowie.
Zayn siedział na dużym, dwuosobowym łóżku  i wlepiał swe brązowe tęczówki w Payne’a.
- Co? – mruknął ciemny blondyn, podpierając się ściany.
- Co? – powtórzył po nim Malik – Pytasz się co? Liam, bądź poważny. Co to jest? – wskazał na walizkę – Co ty chcesz zrobić? Znam cię, Li. Znowu uciekasz od problemów. Wyjedziesz i zostawisz. Mnie, Harry’ego, Nialla i… Louisa. Wrócisz, bo zawsze wracasz. – powiedział Zayn cicho i wyraźnie.
- Zrobię co będę chciał, nie będziesz mi rozkazywać, do cholery.
- W co ty pogrywasz?! – krzyknął Zayn – Nie poznaję cie, Liam.
- Zajmij się sobą. – warknął, przez zaciśnięte zęby. Payne podszedł do walizki i chwycił za rączkę, po czym skierował się do wyjścia z mieszkania, ówcześnie zabierając swoją, ciemną kurtkę.
Zayn podbiegł do niego i zatrzymał szybkim ruchem – Może jeszcze sobie odejdziesz z One Direciton?
- Jak będę chciał, to odejdę.  – Odszedł, zostawiając Zayna w osłupieniu.
Malik odprowadził go wzrokiem. Próbował uspokoić nierówny oddech, co mu najwyraźniej nie wychodziło. Był wściekły.
***
            Rzucił banknot na blat, wołając barmana.
- To samo.
- Nie za dużo?
- Póki co, kontaktuję ze światem. Daj.
Barman postawił przed nim drinka. Szybkim ruchem wypił trunek i wstał z krzesła. Lekko chwiejnym krokiem wyszedł z klubu. O to mu chodziło, ten efekt chciał uzyskać i udało mu się. Napić się i zapomnieć.
Jego uwagę zwróciła dwójka dziewczyn, które wciągały jakiś biały proszek, śmiejąc się przy tym w niebogłosy.
Czemu by nie spróbować?
***
            Westchnął przeciągle, patrząc na Zayna.
- Jak to…wyjechał? – mruknął.
- No, normalnie. Wziął się i wyjechał. Do Wolverhampton – odpowiedział zirytowany, spoglądając na Harry’ego.
- Czemu? Jakiś konkretny powód?
- Harry, mówiłem Ci. Ja o tym wiem, ale to jego sprawa. Nie mogę Ci powiedzieć, wybacz. – starszy uciekł wzrokiem, patrząc na własne, splecione palce.
Styles prychnął. – Najlepsi przyjaciele, bez tajemnic.. – zaczął naśladować głos Liama – Serio? – powrócił do normalnego tonu.
- Harry, nie obrażaj się, do cholery! Gdyby to ode mnie zależało, to bym Ci powiedział, rozumiesz?
- Nieważne, Zayn. Skończ.
- Sam zacząłeś ten temat!
- Malik, nie irytuj mnie.
- Ja? Ty możesz irytować, nie ja.
- Jak z dzieckiem.
- Co najwyżej z tobą.
- Co?
- Pstro.
- To nie było miłe.
 - Zdarza się. Dobrze, naprawdę. Skończmy to. Gdzie jest Nialler, do licha?
- Wyszedł jakieś.. – chłopak spojrzał na zegarek, który widniał na jego lewym nadgarstku –  cztery godziny temu?
Zayn wstał i wyjąwszy telefon z kieszeni, wybrał numer Horana. Poczekał pare sygnałów, i gdy dostrzegł, że nikt się nie zgłasza, zakończył połączenie – Nie odbiera.
            Westchnęli oboje i pogrążyli się we własnych myślach.
***
            Londyn nocą jest piękny. Światło Księżyca odbija się od wód Tamizy, kolorowe lampeczki London Eye wirują razem z kołem, ślicznie oświetlony Tower Of Bridge, święcące lampy w alejkach parków, mały ruch na ulicy. Ósmy cud świata.
Lou to kochał. Uwielbiał samotne spacery nad Tamizą, kochał w ciszy, bo słysząc jedynie fale rzeki, rozmyślać nad wszystkim. Nad życiem i jego sensem. Nad miłością. Nad wszystkim, z czym miał jakieś problemy.
Wskazówka na Big Benie przesunęła się na północ.
O tej godzinie Tomlinson powinien być razem z Eleanor w samolocie, albo już w Paryżu. Wspólnie z nią spacerowałby teraz wzdłuż Wieży Eiffla, wymieniając się czułymi spojrzeniami i pocałunkami.
Ale nie mógł. Nie mógł tak po prostu wyjechać, gdy widział, że coś było źle.
Czuł to, a dzisiejsza kłótnia z Liamem wszystko pogorszyła.
Louis czuł się winny. Powinien go przeprosić, ale niestety duma Tomlinsona kolejny raz z nim wygrała.
***
            Patrzył w ścianę i rozmyślał.
Louis. Jedno imię. Pięć liter. Jeden wyraz, pojedynczy rzeczownik. Skoro to nic takiego, to czemu wywołuje u niego takie emocje? Ludzie nazwaliby to miłością.
Miłość, ponoć piękne słowo. Jednak to znaczenie, nie jest dla wszystkich.
Liam miłością określa coś cudownego. Uczucie, które nie zapomni się do końca swojego życia.
A przede wszystkim, aby miłość była prawdziwa, musi być dopełniona przez drugą osobę. A takiej osoby Liamowi brak.
Czuje samotność i rozgoryczenie. Nawet teraz, w tej chwili, gdy siedzi obok mamy, osoby która jest mu najbliższa.
- Liam, czy ty mnie słuchasz? – chłopak się wybudził z przemyśleń i spojrzał na Karen – Och, synku. Zmęczony pewnie jesteś.
- Trochę. – skłamał, nie licząc się z konsekwencjami. Czy takowe występują?
- Dobrze, idź się połóż. Jutro porozmawiamy.
Payne ucałował mamę w policzek i skierował się na schody.
- A, Liam. – odwrócił się o sto osiemdziesiąt stopni, przyglądając się rodzicielce – Ile zostajesz?
- Nie wiem, mamo. – uśmiechnął się lekko – Czyżbym był jakimś kłopotem? – zaśmiał się, chcąc ożywić atmosferę, która panowała w pokoju.
- Nie, synku. Tu jesteś zawsze mile widziany. Śpij dobrze, dobranoc, Liam.
- Dobranoc, mamo.
***
            Poprawił kasztanową grzywkę, która za nic nie chciała siedzieć pod czapką i westchnął przeciągle. Spojrzał na ekran telefonu.
Wpół do pierwszej.
Schował komórkę do kieszeni, przekraczając bramę kompleksu. Wolnym krokiem wszedł do budynku, otwierając drzwi kluczem. Stawiając stopy na płytkach doszedł do windy. Nacisnął odpowiedni guziczek i oparł się plecami o ściankę, przymykając oczy.
Był zmęczony.
Zdjął czapkę oraz szalik. Usłyszał charakterystyczne piknięcie i wyszedł z windy, skręcając długim korytarzem w lewo.
Pokój Liama był jego celem.
Stanął pod dębowymi drzwiami, oddychając głęboko.
Raz się żyje.
Zapukał z nadzieją, że za chwile otworzy mu uśmiechnięty brunet.
Nie było tak.
Nikt nie otworzył drzwi, bo one były zamknięte na klucz, którego Tomlinson nie posiadał. Odwrócił się na pięcie i wszedł do mieszkania, które dzielił z Harrym. Nie było w nim uśmiechniętego nastolatka z burzą loków na głowie.
Louis podrapał się nerwowo po głowie. Powinien ich wszystkich przeprosić. Zdawał sobie z tego sprawę, chciał to zrobić.
Ale chcieć nie znaczy potrafić.
Zdjął buty, powiesił kurtkę na wieszaku i wszedł w głąb apartamentu. Położył się na kanapie, przymykając na chwilę oczy.
Spieprzył, wiedział to.
Pokręcił głową, wzdychając z bezsilności. Nie może tak być, powiedział sobie w myślach. Gwałtownie wstał z kanapy. Wyszedł z mieszkania, zatrzaskując drzwi. Jak burza wpadł do apartamentu Malika, zdając sobie sprawę, że z Nim może porozmawiać.
Zdziwił się, gdy zastał tam śpiącego Harry’ego na kanapie i Zayn’a, z pozoru spokojnie siedzącego i oglądającego telewizję.
Brunet, słysząc odgłos otwieranych drzwi, podniósł głowę. Jakie było jego zdziwienie, gdy zobaczył Louisa. Spodziewał się każdego, ale nie Jego.
Uniósł brwi, obserwując poczynania przyjaciela.
Tomlinson niepewnie przysiadł na krańcu kanapy, spoglądając na Zayna – Gdzie Liam?
- Wyjechał. – dostał w odpowiedzi. – W końcu załatwiłeś nam urlop.. – parsknął zirytowany śmiechem.
Wyjechał, powtarzał sobie w myślach. Jego przyjaciel wyjechał z miasta, najprawdopodobniej przez niego. Louis czuł wstyd, napływającą złość i ból.
Był beznadziejny, a Zayn utwierdzał go w tym przekonaniu – Do Wolverhampton?
Brunet skinął głową, zaciekawiony obserwując zmiany nastroju Louisa. – A ty pomyliłeś Londyn z Paryżem?
Lou przewrócił oczami, starając założyć na twarz maskę – Najwidoczniej. – w pokoju zapanowała cisza, która była przerywana odgłosami, dochodzącymi z telewizora – Czemu Harry tu śpi? – Louis przerwał ciszę.
Zayn podrapał się po karku, zastanawiając się, czy powinien być szczery z Tomlinsonem.
Powinien, musiał! Louie nadal był jego przyjaciele, Malik skarcił się w myślach i znowu spojrzał na starszego – Bał się.. – szepnął niemal niedosłyszalnie.
Szatyn nie potrafił uwierzyć w to co usłyszał. – mnie?
Zayn wzruszył ramionami – tej sytuacji. Wiesz, jaki on jest.
Louis pokręcił głową. Był skończonym dupkiem i zdał sobie z tego sprawę. Sprawił, że jeden z jego najlepszych przyjaciół wyjechał, a drugi bał się wrócić do własnego mieszkania.
Chłopców znowu dopadła cisza, jednak tym razem przerwał ja młodszy – widziałeś Nialla? Wyszedł ponad cztery godziny temu.. – mruknął zmartwiony.
Dwudziestolatek wrócił myślami do wspomnień z paru godzin. Wolno kiwnął głową – Tak, parę godzin temu.. wtedy gdy wyszedłem z mieszkania by ochłonąć. – zaczął tłumaczyć – byłem na dole, a Niall praktycznie wpadł na mnie. Zatrzymałem go, starając się zapytać co się stało, on płakał.. ale zbył mnie. Wyrwał się i uciekł. – mówił zgodnie z prawdą – znasz Go, nie powiedziałby mi.
Zayn skinął głową jeszcze raz analizując słowa przyjaciela. Louis miał rację, Niall nie powiedziałby mu. Blondyn taki już był. Skryty w sobie, odporny na litość. Trudno mu było wyznać uczucia, powiedzieć co mu leży na sercu. Chłopcy to szanowali i zawsze byli gotowi do pomocy, ale nie ostatnio. Oni zaniedbali Nialla i Zayn zaczął zdawać sobie z tego sprawę. Warknął zirytowany, czym zwrócił uwagę Louisa, który wpatrywał się w niego szaro-niebieskimi tęczówkami – Co?
- Zaniedbaliśmy go. – odpowiedział niemal od razu. – Oddaliliśmy się od siebie, a Nialler musiał mieć jakiś problem, z którym sobie nie radził.. – szepnął Zayn, składając to wszystko w całość. Louis kiwnął głową, przyznając młodszemu rację.
- Jest źle. – skomentował Tomlinson szeptem.
- Cholernie źle.
Chłopcy jednak i tak nie wiedzieli co ich czeka. Zakładali, że trafi im się czarny scenariusz i mieli rację.
Jakby na potwierdzenie tego, parę minut później usłyszeli jakiś huk z korytarza. Niemal od razu się zerwali wychodząc na zewnątrz. Chłopcy rozdzielili się.
Zayn pierwszy dostrzegł blond czuprynę. Niall siedział pod ścianą, sącząc jakiś alkohol. Zawołał Louisa, bojąc się sam podejść do, najprawdopodobniej, pijanego przyjaciela. Szatyn natychmiastowo znalazł się obok bruneta, klnąc pod nosem. We dwójkę podeszli do blondyna. Malik odstawił butelkę na bok i razem z Tomlinsonem podnieśli przyjaciela do pozycji pionowej. Sprawdziły się ich obawy, Nialler był zlany w trupa. Wspólnymi siłami, wraz z dużą ilością przekleństw zaprowadzili Horana do mieszkania Zayna.
Jak się okazało, hałasy obudziły Harry’ego, który siedział na kanapie i szybko z niej wstał pomagając położyć Nialla na niej. Blondyn śmiał się, bełkocząc coś pod nosem.
Louis schylił się po rzeczy, które wypadły z kieszeni pijanego przyjaciela. O mało nie zachłysnął się powietrzem, gdy podniósł woreczek z białym proszkiem w środku. Zszokowany pokazał to pozostałej dwójce. Wszyscy patrzyli się w to z niedowierzaniem wymalowanym w ich tęczówkach.
- Narkotyki? – szepnął ledwo Harry, wpatrując się w twarze przyjaciół. Nie mógł patrzeć na to świństwo – skąd on to wziął?!
- Już wiemy co robił wieczorem.. – mruknął Louis, drapiąc się po łuku brwiowym.
Przyjaciele spojrzeli na siebie.
Wiedzieli, że czeka ich długa rozmowa.
Zdawali sobie sprawę z tego, że jeszcze gorzej nie było.
Potrzebowali Liama.
Nie mieli go. 

__________________________________
* Guns n' roses - Knockin' on the heaven's door. 

10 komentarzy:

  1. ZAJEBISTY KOBIETO !!! JAK NIE DODASZ NASTĘPNEGO W PRZECIĄGU TYGODNIA TONIE WIEM CO CI ZROBIEE !! CHCĘ NASTĘĘĘĘPNYYYYYYYY *___________* MASZ TALENT DO PISANIA NIE MA CO !!!! <3333
    @kika1613

    OdpowiedzUsuń
  2. nominowałam Cię do Liebster Award xx pytania w linku !
    http://pamietaj-przeznaczenia-nie-oszukasz.blogspot.com/2012/12/liebster-award.html#links

    OdpowiedzUsuń
  3. Zajebiste, Niall ćpie,woow, masz dobre pomysły xD

    OdpowiedzUsuń
  4. awwww... kiedy następny rozdział .. błagam

    OdpowiedzUsuń

  5. Fajny blog *.* Zapraszam na mojego bloga o Nelly i One Direction . Jesli ci sie spodoba licze ze go zaobserwujesz i zostawisz komentarz .http://i-know-than-he-is-the-only-one.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. **Spam***Jeśli nie lubisz takich wiadomości, usuń komentarz :)**

    Claire Evans, zwykła nastolatka kochająca śpiewać, ciesząca się każdą chwilą w życiu. Pewnego dnia wszystko zostaje jej odebrane. Przyjaciele, chłopak...Przeprowadzając się w nowe miejsce, Claire myśli ,że już nigdy nie zazna szczęścia...Czy aby na pewno ma rację? Jej życie wywróci się do góry nogami, gdy pojawi się w nim najsławniejszy boysband na świecie. Czy jeden z chłopaków namiesza jej w głowie? Będą przyjaciółmi...A może kimś więcej? Tego dowiecie się czytając moje opowiadanie.

    Serdecznie zapraszam na bloga : http://you-will-always-be-my-love.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. [SPAM]
    Wejdziesz?
    http://forever-in-my-dreams.blogspot.com/
    Serdecznie zapraszam, sory za spam :P

    OdpowiedzUsuń
  8. [Spam]Hej! Chciałybyśmy zaprosić na nasz nowy blog: http://ill-look-after-you.blogspot.com/Na razie mamy imaginy, ale wkrótce pojawi się tam opowiadanie o dwóch dziewczynach, które rozpoczynają swoją przygodę z One Direction. Będzie tam wiele sekretów, smutnych, ale także i wesołych sytuacji.Serdecznie zapraszamy!!

    OdpowiedzUsuń
  9. O matko.
    Dziewczyno, zdajesz sobie sprawę, jak mało jest FF z Lilo? Szukałam tego godzinami, chociaż jestem LS, ale odskocznia jest ciekawa. ^^
    Ta dwójka jest tak urocza razem, że nie da się ich nie kochać <3
    CHRYSTUSIE PIERDOLONY, MASZ MI TUTAJ ODDAWAĆ LIAM'A, SPIKNĄĆ GO Z LOULOU I MAJĄ RAZEM POKICAĆ NA KOLOROWĄ ŁĄKĘ, A JUTRO MAJĄ BOLEĆ ICH TYŁKI. *if you know what i mean*.
    Odkryłam tego bloga dzisiaj, a fabuła tak mnie drastycznie wkręciła, że nie mogę. *.*
    Dżumga hej, czekam na następny. ;**

    Ciao,
    Velvet .xx

    OdpowiedzUsuń