czwartek, 27 grudnia 2012

006.


notka: 
Boże, jak długo mnie tu nie było! Tęskniłyście? Bo ja.. tęskniłam, naprawdę. 
WIELKIE PRZEPROSINY dla każdego, kto czekał na ten rozdział!
Po długim czasie, wreszcie go napisałam. 
Przez szkołę nie mam czasu, teraz gdy jest wolne spięłam sie i coś tam nabazgrałam. 
Czy jest dobry? Nie wiem, nie czytałam go. Od razu po napisaniu go wstawiam, nie sprawdzałam błędów, więc z góry przepraszam! :)
Opinie zostawiam Wam, czytelniczki.
Mam nadzieję, że mi wybaczycie ten długi okres, gdy mnie nie było.
Do następnego, który powinien pojawić sie szybciej! 
INFORMOWAĆ CIĘ? ZOSTAW NICK Z TT W KOMENTARZU. 


Niall wbiegł do swojego mieszkania,  rękawem ocierając łzy. Wpadł do salonu i usiadł na kanapie. Schował głowę między kolanami i zamknął oczy.
Był rozdarty, potrzebował kogoś.
A te wszystkie wspomnienia wróciły.
Czuł pustkę i smutek, gdy te obrazy znowu przyćmiły jego umysł. Krzyk, próba zahamowania, przerażenie. Bieg. Zapomnienie.
Pamiętał ten ból, gdy udał, że wszystko jest w porządku. To głupie poczucie winy, mocne wyrzuty sumienia.
Tamten dzień określał mianem najgorszego w jego całym, dziewiętnastoletnim życiu. Jedno wydarzenie, które zmieniło wszystko.
Nastawienie, jak i chęć do życia.
To zmieniło Horana.
Kto by pomyślał, że parę minut z ludzkiego życia, może zmienić wszystko o sto osiemdziesiąt stopni?
Niall nie był do tego przekonany, ale trzy lata temu się dowiedział, że to jest możliwe.
Żałuje, cholernie żałuje.
            Wziął gitarę akustyczną, które wykonana została z jasnego drewna i zaczął grać pierwszą melodie która mu przyszła go głowy. Cicho nucił, dobrze mu znany tekst.
Mamo zabierz ode mnie tą oznakę
Nie mogę już jej więcej używać
Ściemnia się, jest zbyt ciemno, żeby cię ujrzeć
Czuję jakbym pukał do nieba bram

Pukając do nieba bram

Mamo, zakop moje pistolety 
Nie mogę z nich więcej strzelać
Ta zimna , czarna chmura zniża się
Czuję jakbym pukał do nieba bram*
- Mamo.. ja naprawdę tęsknie.. Nie chciałem tego zrobić.. Ty nawet nic o tym nie wiesz. – pozwolił łzom wypłynąć z jego niebieskich oczu i odłożywszy na bok Lucy, skulił się na podłodze.
Obiecał sobie być silnym, chciał powiedzieć chłopakom prawdę.
Chciał, żeby ktoś się nim zajął, żeby kogoś obchodził.
Ale nie, każdy opiekuje się Liamem. Bo Payne się zmienia, bo jest chory.
Czy nikt nie zauważył, że ja się zmieniłem? Czy naprawdę już nikogo nie obchodzę? Czy to są naprawdę.. moi przyjaciele?
- Pora zapomnieć – mruknął sam do siebie, wstając. Wygładził koszulkę polo i sięgnął po fioletową, ciepłą bluzę. Zabrał klucze, portfel i komórkę.
Ubrawszy bluzę, wyszedł z mieszkania. Szybkim krokiem przeszedł przez korytarz. Wpadł do windy, gdzie parę razy wcisnął P, zanim ta się nie zamknęła.
Wybiegł z niej i skierował się do wyjścia, lecz wpadnięcie na kogoś go zatrzymało. Spojrzał w górę i napotkał szare tęczówki Tomlinsona.
- Niall? – spytał szatyn, siląc się na spokojny ton – Wszystko w porządku? – zatrzymał Horana, poprzez mocny uścisk na ręce Irlandczyka i popatrzył w załzawione, lazurowe tęczówki chłopaka.
- Ja.. – szepnął blondyn, ocierając łzy. Spojrzał w górę i głośno, nerwowo wypuścił powietrze. Pokręcił żałośnie głową, wzruszając ramionami – Nieważne.
Blondyn wyrwał się z uścisku i wybiegł z kompleksu.
Ktoś mógłby nazwać blondyna mordercą
***
            Po mimo  mocnego bólu głowy wyszarpał granatową walizkę spod łóżka. Wyprostował się i podszedł do szafy. Wyjął z niej parę koszulek, dwie pary spodni i bieliznę. Wszystko ułożył na łóżku i westchnął zrezygnowany.
Wraca do Wolverhampton.
Sam nie wie na jak długo. Czy na zawsze? Może to już koniec podróży w Jednym Kierunku?
Rozmyślał już nad tym. Nad zakończeniem swojego uczestnictwa w zespole.
Może znaleźliby sobie innego Liama, który nie jest gejem?
Nie zdecydował się jeszcze. Rozum mówi zostań, lecz serce chce uciec.
Jakaś mała cząsteczka w środku Payne’a szepcze, że miłość do Louisa jest tylko chwilowym zauroczeniem.
Liam się już pogubił.
Potrafi uśmiechać się i płakać jednocześnie, gdy myśli o Louisie.
Widok szatyna sprawia mu radość, ale również smutek, przez to, że nigdy nie będą razem.
Nigdy. Takie puste słowo. Nic nie znaczące, jednak przewidujące przyszłość.
            Schylił się po ubrania i włożył je do małej walizki. Ułożył je jakoś i zamknął bagaż. Postawił go przy ścianie i wszedł do łazienki. Opukał twarz zimną wodą, po czym wyszedł z pomieszczenia.
- Co ty wyprawiasz?
Odwrócił się gwałtownie, przez co zakręciło mu się w głowie.
Zayn siedział na dużym, dwuosobowym łóżku  i wlepiał swe brązowe tęczówki w Payne’a.
- Co? – mruknął ciemny blondyn, podpierając się ściany.
- Co? – powtórzył po nim Malik – Pytasz się co? Liam, bądź poważny. Co to jest? – wskazał na walizkę – Co ty chcesz zrobić? Znam cię, Li. Znowu uciekasz od problemów. Wyjedziesz i zostawisz. Mnie, Harry’ego, Nialla i… Louisa. Wrócisz, bo zawsze wracasz. – powiedział Zayn cicho i wyraźnie.
- Zrobię co będę chciał, nie będziesz mi rozkazywać, do cholery.
- W co ty pogrywasz?! – krzyknął Zayn – Nie poznaję cie, Liam.
- Zajmij się sobą. – warknął, przez zaciśnięte zęby. Payne podszedł do walizki i chwycił za rączkę, po czym skierował się do wyjścia z mieszkania, ówcześnie zabierając swoją, ciemną kurtkę.
Zayn podbiegł do niego i zatrzymał szybkim ruchem – Może jeszcze sobie odejdziesz z One Direciton?
- Jak będę chciał, to odejdę.  – Odszedł, zostawiając Zayna w osłupieniu.
Malik odprowadził go wzrokiem. Próbował uspokoić nierówny oddech, co mu najwyraźniej nie wychodziło. Był wściekły.
***
            Rzucił banknot na blat, wołając barmana.
- To samo.
- Nie za dużo?
- Póki co, kontaktuję ze światem. Daj.
Barman postawił przed nim drinka. Szybkim ruchem wypił trunek i wstał z krzesła. Lekko chwiejnym krokiem wyszedł z klubu. O to mu chodziło, ten efekt chciał uzyskać i udało mu się. Napić się i zapomnieć.
Jego uwagę zwróciła dwójka dziewczyn, które wciągały jakiś biały proszek, śmiejąc się przy tym w niebogłosy.
Czemu by nie spróbować?
***
            Westchnął przeciągle, patrząc na Zayna.
- Jak to…wyjechał? – mruknął.
- No, normalnie. Wziął się i wyjechał. Do Wolverhampton – odpowiedział zirytowany, spoglądając na Harry’ego.
- Czemu? Jakiś konkretny powód?
- Harry, mówiłem Ci. Ja o tym wiem, ale to jego sprawa. Nie mogę Ci powiedzieć, wybacz. – starszy uciekł wzrokiem, patrząc na własne, splecione palce.
Styles prychnął. – Najlepsi przyjaciele, bez tajemnic.. – zaczął naśladować głos Liama – Serio? – powrócił do normalnego tonu.
- Harry, nie obrażaj się, do cholery! Gdyby to ode mnie zależało, to bym Ci powiedział, rozumiesz?
- Nieważne, Zayn. Skończ.
- Sam zacząłeś ten temat!
- Malik, nie irytuj mnie.
- Ja? Ty możesz irytować, nie ja.
- Jak z dzieckiem.
- Co najwyżej z tobą.
- Co?
- Pstro.
- To nie było miłe.
 - Zdarza się. Dobrze, naprawdę. Skończmy to. Gdzie jest Nialler, do licha?
- Wyszedł jakieś.. – chłopak spojrzał na zegarek, który widniał na jego lewym nadgarstku –  cztery godziny temu?
Zayn wstał i wyjąwszy telefon z kieszeni, wybrał numer Horana. Poczekał pare sygnałów, i gdy dostrzegł, że nikt się nie zgłasza, zakończył połączenie – Nie odbiera.
            Westchnęli oboje i pogrążyli się we własnych myślach.
***
            Londyn nocą jest piękny. Światło Księżyca odbija się od wód Tamizy, kolorowe lampeczki London Eye wirują razem z kołem, ślicznie oświetlony Tower Of Bridge, święcące lampy w alejkach parków, mały ruch na ulicy. Ósmy cud świata.
Lou to kochał. Uwielbiał samotne spacery nad Tamizą, kochał w ciszy, bo słysząc jedynie fale rzeki, rozmyślać nad wszystkim. Nad życiem i jego sensem. Nad miłością. Nad wszystkim, z czym miał jakieś problemy.
Wskazówka na Big Benie przesunęła się na północ.
O tej godzinie Tomlinson powinien być razem z Eleanor w samolocie, albo już w Paryżu. Wspólnie z nią spacerowałby teraz wzdłuż Wieży Eiffla, wymieniając się czułymi spojrzeniami i pocałunkami.
Ale nie mógł. Nie mógł tak po prostu wyjechać, gdy widział, że coś było źle.
Czuł to, a dzisiejsza kłótnia z Liamem wszystko pogorszyła.
Louis czuł się winny. Powinien go przeprosić, ale niestety duma Tomlinsona kolejny raz z nim wygrała.
***
            Patrzył w ścianę i rozmyślał.
Louis. Jedno imię. Pięć liter. Jeden wyraz, pojedynczy rzeczownik. Skoro to nic takiego, to czemu wywołuje u niego takie emocje? Ludzie nazwaliby to miłością.
Miłość, ponoć piękne słowo. Jednak to znaczenie, nie jest dla wszystkich.
Liam miłością określa coś cudownego. Uczucie, które nie zapomni się do końca swojego życia.
A przede wszystkim, aby miłość była prawdziwa, musi być dopełniona przez drugą osobę. A takiej osoby Liamowi brak.
Czuje samotność i rozgoryczenie. Nawet teraz, w tej chwili, gdy siedzi obok mamy, osoby która jest mu najbliższa.
- Liam, czy ty mnie słuchasz? – chłopak się wybudził z przemyśleń i spojrzał na Karen – Och, synku. Zmęczony pewnie jesteś.
- Trochę. – skłamał, nie licząc się z konsekwencjami. Czy takowe występują?
- Dobrze, idź się połóż. Jutro porozmawiamy.
Payne ucałował mamę w policzek i skierował się na schody.
- A, Liam. – odwrócił się o sto osiemdziesiąt stopni, przyglądając się rodzicielce – Ile zostajesz?
- Nie wiem, mamo. – uśmiechnął się lekko – Czyżbym był jakimś kłopotem? – zaśmiał się, chcąc ożywić atmosferę, która panowała w pokoju.
- Nie, synku. Tu jesteś zawsze mile widziany. Śpij dobrze, dobranoc, Liam.
- Dobranoc, mamo.
***
            Poprawił kasztanową grzywkę, która za nic nie chciała siedzieć pod czapką i westchnął przeciągle. Spojrzał na ekran telefonu.
Wpół do pierwszej.
Schował komórkę do kieszeni, przekraczając bramę kompleksu. Wolnym krokiem wszedł do budynku, otwierając drzwi kluczem. Stawiając stopy na płytkach doszedł do windy. Nacisnął odpowiedni guziczek i oparł się plecami o ściankę, przymykając oczy.
Był zmęczony.
Zdjął czapkę oraz szalik. Usłyszał charakterystyczne piknięcie i wyszedł z windy, skręcając długim korytarzem w lewo.
Pokój Liama był jego celem.
Stanął pod dębowymi drzwiami, oddychając głęboko.
Raz się żyje.
Zapukał z nadzieją, że za chwile otworzy mu uśmiechnięty brunet.
Nie było tak.
Nikt nie otworzył drzwi, bo one były zamknięte na klucz, którego Tomlinson nie posiadał. Odwrócił się na pięcie i wszedł do mieszkania, które dzielił z Harrym. Nie było w nim uśmiechniętego nastolatka z burzą loków na głowie.
Louis podrapał się nerwowo po głowie. Powinien ich wszystkich przeprosić. Zdawał sobie z tego sprawę, chciał to zrobić.
Ale chcieć nie znaczy potrafić.
Zdjął buty, powiesił kurtkę na wieszaku i wszedł w głąb apartamentu. Położył się na kanapie, przymykając na chwilę oczy.
Spieprzył, wiedział to.
Pokręcił głową, wzdychając z bezsilności. Nie może tak być, powiedział sobie w myślach. Gwałtownie wstał z kanapy. Wyszedł z mieszkania, zatrzaskując drzwi. Jak burza wpadł do apartamentu Malika, zdając sobie sprawę, że z Nim może porozmawiać.
Zdziwił się, gdy zastał tam śpiącego Harry’ego na kanapie i Zayn’a, z pozoru spokojnie siedzącego i oglądającego telewizję.
Brunet, słysząc odgłos otwieranych drzwi, podniósł głowę. Jakie było jego zdziwienie, gdy zobaczył Louisa. Spodziewał się każdego, ale nie Jego.
Uniósł brwi, obserwując poczynania przyjaciela.
Tomlinson niepewnie przysiadł na krańcu kanapy, spoglądając na Zayna – Gdzie Liam?
- Wyjechał. – dostał w odpowiedzi. – W końcu załatwiłeś nam urlop.. – parsknął zirytowany śmiechem.
Wyjechał, powtarzał sobie w myślach. Jego przyjaciel wyjechał z miasta, najprawdopodobniej przez niego. Louis czuł wstyd, napływającą złość i ból.
Był beznadziejny, a Zayn utwierdzał go w tym przekonaniu – Do Wolverhampton?
Brunet skinął głową, zaciekawiony obserwując zmiany nastroju Louisa. – A ty pomyliłeś Londyn z Paryżem?
Lou przewrócił oczami, starając założyć na twarz maskę – Najwidoczniej. – w pokoju zapanowała cisza, która była przerywana odgłosami, dochodzącymi z telewizora – Czemu Harry tu śpi? – Louis przerwał ciszę.
Zayn podrapał się po karku, zastanawiając się, czy powinien być szczery z Tomlinsonem.
Powinien, musiał! Louie nadal był jego przyjaciele, Malik skarcił się w myślach i znowu spojrzał na starszego – Bał się.. – szepnął niemal niedosłyszalnie.
Szatyn nie potrafił uwierzyć w to co usłyszał. – mnie?
Zayn wzruszył ramionami – tej sytuacji. Wiesz, jaki on jest.
Louis pokręcił głową. Był skończonym dupkiem i zdał sobie z tego sprawę. Sprawił, że jeden z jego najlepszych przyjaciół wyjechał, a drugi bał się wrócić do własnego mieszkania.
Chłopców znowu dopadła cisza, jednak tym razem przerwał ja młodszy – widziałeś Nialla? Wyszedł ponad cztery godziny temu.. – mruknął zmartwiony.
Dwudziestolatek wrócił myślami do wspomnień z paru godzin. Wolno kiwnął głową – Tak, parę godzin temu.. wtedy gdy wyszedłem z mieszkania by ochłonąć. – zaczął tłumaczyć – byłem na dole, a Niall praktycznie wpadł na mnie. Zatrzymałem go, starając się zapytać co się stało, on płakał.. ale zbył mnie. Wyrwał się i uciekł. – mówił zgodnie z prawdą – znasz Go, nie powiedziałby mi.
Zayn skinął głową jeszcze raz analizując słowa przyjaciela. Louis miał rację, Niall nie powiedziałby mu. Blondyn taki już był. Skryty w sobie, odporny na litość. Trudno mu było wyznać uczucia, powiedzieć co mu leży na sercu. Chłopcy to szanowali i zawsze byli gotowi do pomocy, ale nie ostatnio. Oni zaniedbali Nialla i Zayn zaczął zdawać sobie z tego sprawę. Warknął zirytowany, czym zwrócił uwagę Louisa, który wpatrywał się w niego szaro-niebieskimi tęczówkami – Co?
- Zaniedbaliśmy go. – odpowiedział niemal od razu. – Oddaliliśmy się od siebie, a Nialler musiał mieć jakiś problem, z którym sobie nie radził.. – szepnął Zayn, składając to wszystko w całość. Louis kiwnął głową, przyznając młodszemu rację.
- Jest źle. – skomentował Tomlinson szeptem.
- Cholernie źle.
Chłopcy jednak i tak nie wiedzieli co ich czeka. Zakładali, że trafi im się czarny scenariusz i mieli rację.
Jakby na potwierdzenie tego, parę minut później usłyszeli jakiś huk z korytarza. Niemal od razu się zerwali wychodząc na zewnątrz. Chłopcy rozdzielili się.
Zayn pierwszy dostrzegł blond czuprynę. Niall siedział pod ścianą, sącząc jakiś alkohol. Zawołał Louisa, bojąc się sam podejść do, najprawdopodobniej, pijanego przyjaciela. Szatyn natychmiastowo znalazł się obok bruneta, klnąc pod nosem. We dwójkę podeszli do blondyna. Malik odstawił butelkę na bok i razem z Tomlinsonem podnieśli przyjaciela do pozycji pionowej. Sprawdziły się ich obawy, Nialler był zlany w trupa. Wspólnymi siłami, wraz z dużą ilością przekleństw zaprowadzili Horana do mieszkania Zayna.
Jak się okazało, hałasy obudziły Harry’ego, który siedział na kanapie i szybko z niej wstał pomagając położyć Nialla na niej. Blondyn śmiał się, bełkocząc coś pod nosem.
Louis schylił się po rzeczy, które wypadły z kieszeni pijanego przyjaciela. O mało nie zachłysnął się powietrzem, gdy podniósł woreczek z białym proszkiem w środku. Zszokowany pokazał to pozostałej dwójce. Wszyscy patrzyli się w to z niedowierzaniem wymalowanym w ich tęczówkach.
- Narkotyki? – szepnął ledwo Harry, wpatrując się w twarze przyjaciół. Nie mógł patrzeć na to świństwo – skąd on to wziął?!
- Już wiemy co robił wieczorem.. – mruknął Louis, drapiąc się po łuku brwiowym.
Przyjaciele spojrzeli na siebie.
Wiedzieli, że czeka ich długa rozmowa.
Zdawali sobie sprawę z tego, że jeszcze gorzej nie było.
Potrzebowali Liama.
Nie mieli go. 

__________________________________
* Guns n' roses - Knockin' on the heaven's door. 

wtorek, 17 lipca 2012

NOWE OPOWIADANIE

Wraz z marlyn (@ala_skrzypczak Twitter (;) zaczęłyśmy pisać nowe opowiadanie! :)
------------> www.invalid-hearts.blogspot.com <-----------
MAM NADZIEJĘ, ŻE PRZYPADNIE CI ON DO GUSTU. ZACHĘCAMY DO REKLAMOWANIA, CZYTANIA I KOMENTOWANIA! (: 

wtorek, 10 lipca 2012

005.


Otworzył oczy, powoli podnosząc się do pozycji siedzącej. Westchnął głośno przecierając dłońmi oczy. Poczuł dobrze znany mu zapach – dym tytoniowy, pomieszany z wodą po goleniu od Armaniego. Od razu przypomniało mu się zdarzenie z rana.
Zayn, myślał, co ja bym bez niego zrobił?
Pomimo okropnego poczucia uśmiechnął się pod nosem na myśl o przyjacielu. Przy Maliku i innych nie ukazywał tego, że potrzebuje kogoś do wsparcia, pokazywał kogoś kim nie był. Liam jest wdzięczny Zayn’owi, po prostu się do tego często nie przyznaje.
 Rozejrzał się pomieszczeniu, czyli po własnej sypialni. Jego uwagę przykuł regał z mahoniowego drewna, a dokładniej rzeczy, które znajdowały się na jednej z jego półek. Były to głównie ramki ze zdjęciami i albumy.
Wstał z łóżka, ciągnąc za sobą ciepłą kołdrę.
Było mu zimno. Bolało go gardło. Miał katar. Czuł się fatalnie.
Podszedł do szafy. Jedną ręką, podtrzymywał pierzynę, a drugą przeglądał ubrania. Zdecydował się na czarne dresy, biały podkoszulek oraz ciemną bluzę. Nałożył na siebie ciuchy, po czym udał się na dół. Przeszedł do kuchni, gdzie nastawił czajnik z wodą. Oczekując na zagrzanie się wody patrzył pusto w podłogę. Starał się nie myśleć o niczym. Co mu nie wyszło, bo już po chwili widział przed oczami swój sen.
Liam zacisnął mocno powieki, podnosząc głowę ku sufitu. Otarł samotną łzę, która przed chwilą spłynęła z jego oka, gdy usłyszał charakterystyczny gwizd. Wyłączył gaz, z górnej szafki wyjął czerwony kubek. Sięgnął po herbatę, która stała nieopodal kuchenki.
Yorkshire Tea.
Jego ulubiona.
Potrząsnął głową, starając się wyrzucić z siebie te myśli.
Wrzucił do kubka woreczek herbaty, po czym zalał ją wrzątkiem. Wziąwszy parujący napój, udał się do sypialni.
Herbatę postawił na podłodze, blisko regału. Sięgnął po kołdrę, którą wcześniej zostawił przy szafie, oraz wziął jeszcze dwie poduszki. Uważając na gorące picie rozłożył poduszki, następnie delikatnie usiadł przy mahoniowym meblu. Oparł się o poduszki, wziął pierwszy lepszy album i przykrył się kołdrą. Upił łyk cieczy, sykając, gdy spostrzegł, że poparzył sobie język. Odstawił czerwony kubek na bok, otwierając album ze zdjęciami.
Pierwsze zdjęcie – on, Louis, Niall, Zayn oraz Harry w domach jurorskich, śpiewający Torn.
Pierwsze łzy.
Drugie zdjęcie – on, Louis, Niall, Zayn oraz Harry, uśmiechnięci, cieszący się z przejścia do dalszego etapu.
Drugi potok łez.
Kolejne zdjęcia – Louis i Harry, bawiących się w Larry’ego, śmiejący się Niall, uśmiechnięty wujek Simon, Zayn zajadający się kurczakiem, on sam oglądający mecz w telewizji, Horan grający na gitarze, Louis rozmawiający przez telefon, Harry w samych bokserkach, Zayn z wystawionym językiem, Liam poprawiający wyprostowane włosy w lustrze, Malik i Payne, śpiący razem w samochodzie, Niall przytulający Styles’a, Zayn ścigający się z Harrym, Louie śmiejący się na podłodze z wygłupów blondyna i.. Liam w mocnym uścisku Louisa.
Kolejne łzy.
Ciemny blondyn szybkim ruchem zamknął album. Schował głowę między kolana, nie powstrzymując płaczu. Był rozdarty. Oglądając zdjęcia z chłopakami przypomniał sobie wszystko. Te pierwsze spotkania, gdy kontakt z Louis’em nie wpływał na niego tak jak teraz, gdy Louie był tylko jednym z przyjaciół.
Dochodzi listopad, niedługo minie pół roku odkąd ich znam, pomyślał, I dokładnie 8 miesięcy odkąd zdałem sobie sprawę, że jestem zakochany. Zakochany, w jednym ze swoich przyjaciół.
Wybuchnął głośniejszym płaczem, kuląc się na podłodze. Podciągnął kolana do klatki piersiowej, chowając w nich głowę.
Muszę być silny.
***
Oh, how I wish, that was me.
Zayn zakończył piosenkę, swą ostatnią partią, po czym sięgnął po wodę.
- Było świetnie! – pochwaliła chłopców Molly, nauczycielka śpiewu zespołu – Szkoda, że nie ma Liam’a. Przećwiczymy jeszcze parę razy z nim I wish i zajmiemy się za Up All Night. Jakieś pytania? – popatrzyła na członków 1D, którzy przecząco kręcili głowami – Dobra, rozumiem. – uśmiechnęła się i odeszła od grupki przyjaciół.
Niall i Harry poszli do studyjnego bufetu, uprzednio odbierając zamówienie od ekipy. Głównie chodziło o kawę i jakieś słodycze.
Natomiast Zayn i Louie usiedli na kanapie. Nie rozmawiali, siedzieli w ciszy.
- Zayn, chodź na chwilkę. – zawołał Paula, serdecznie uśmiechając się do Czarnowłosego. Malik, nie podzielając entuzjazmu Higginsa, wstał i skierował się do menagera.
- Hm? – mruknął chłopak, przecierając dłońmi oczy.
- Nie wiem, no znaczy w sumie to wiem, co o mnie sądzisz. – stwierdził, przypominając sobie ostatnią sprzeczkę zespołu – Ale.. co się dzieje z Liam’em?
- Interesuje cię to? – Zayn prychnął pod nosem, odwracając się na pięcie. Paul jednak szybko chwycił chłopaka za łokieć i przyciągnął bliżej siebie. – Puść mnie. – warknął Malik.
- Zayn, naprawdę mi na Was zależy. – powiedział menager, patrząc prosto w piwne tęczówki bruneta – Widzę, że najchętniej byś zmienił menagera, ale proszę.. daj mi szanse. – w oczach Higginsa Czarnowłosy dostrzegł.. ciepło, którego nigdy nie widział w tęczówkach menagera.
Może naprawdę się martwi?
Może naprawdę mu zależy?
- Liam złapał jakiegoś wirusa, chyba. – uległ – Gorączka, dreszcze, katar, ból gardła. W sumie, to normalne na te porę roku. – wytłumaczył.
- Oh, no to źle. Załatwić mu jakiegoś lekarza, jak sądzisz?
- Hm.. wydaję mi się, że nie, na razie nie. Ale.. dzięki.
Zayn uśmiechnął się lekko w stronę Paula i popatrzył na jego rękę, która wciąż trzymała łokieć Malika.
- Ah, przepraszam. – mruknął i zabrał rękę. – A.. wiesz może, czemu Liam jest od pewnego czasu.. taki.. hm.. – zastanawiał się nad odpowiednim słowem – inny? Chodzi smutny, nie cieszy się z niczego, zapomina tekstów.
- To już jego sprawa, Paul. Wiem, o co mu chodzi, ale niestety, nie mogę tego Ci powiedzieć, wybacz. – szepnął, wpatrując się we własne buty. – Mogę już iść?
- Tak, tak.
Odwrócił się na pięcie i zrobił krok w stronę kanapy.
- Zayn… - usłyszał za sobą głos Paul’a. – Dziękuję. – dokończył, gdy Malik patrzył na niego przez ramię.
Czarnowłosy uśmiechnął się i skierował ku sofie.
Gdy doszedł do meblu, zauważył jak rozpromieniony Louie rozmawia z kimś przez telefon.
Pewnie z El.
Zayn nie chciał podsłuchiwać, ale coś go korciło i jednak to zrobił.
- Ale, że Kuba? – zaśmiał się lekko Louis – Tak, tak wiem, kochanie. A nie preferowałabyś Francji?
Kuba to taka wyspa, Francja państwo. Czyżby Lou chciał gdzieś zabrać Eleanor? O Boże.. co z Liamem?
- Rozumiem, okej. Czyli o ósmej? Dobra, zadzwonię, na pewno. Nie zapomnę, obiecuję. Tak, pogadam z Paul’em. Raczej się zgodzi, okej. Dobrze, pa. Kocham cię, nie ja bardziej, nie ty, ja.
Lekko przesłodzone mają te dialogi.
- Kocham Cię, babe, pa. – Tomlinson rozłączył się, przez parę sekund z wielkim uśmiechem wpatrywał się w ekran swojego telefonu, po czym spojrzał na Zayna. – Co tam, pięknisiu?
Możliwe, że rozmowa z Eleanor go tak.. uszczęśliwia?
- Całkiem w porządku, a u Ciebie, pasiasty?
- Wręcz niesamowicie! – poruszył zabawnie brwiami. – Pozwolisz, że oddalę się na parę ckliwych minut? – spytał, po czym wstał z kanapy i podśpiewując I believe I can fly, I believe I can touch the sky udał się do łazienki.
Zayn pokręcił głową z rozbawienia.
Zaraz jednak doszły do niego poczucia winy. On jest z Louisem, Niallem i Harrym, uśmiecha się, żartuje, a Liam jest sam we własnym mieszkaniu i pewnie znowu płacze.
 - Przyjaciel na medal. – szepnął do siebie z ironią w głosie.
***
            Usiedli wszyscy razem w mieszkaniu Harry’ego i Louis’a przed kominkiem. Niall rozpalał ogień, Liam ogrzewał swoje ciało i cicho rozmawiał z Zayn’em, natomiast Louis i Harry przygotowywali późną kolację w kuchni.
- Chłopcy, a może obejrzymy jakąś komedię? Dawno nie spędzaliśmy razem czasu. – zaproponował Horan, patrząc w ogień, jakby był zahipnotyzowany.
- Dobry pomysł. – stwierdził Zayn, uśmiechając się lekko i obejmując Liam’a ramieniem.
- Prawdziwy Ziam się szykuje. – zażartował Harry, który przed chwilą wszedł do salonu. Potem dało się usłyszeć tylko głośny, irlandzki śmiech Niall’a.
- Harry, macie jakieś dobre filmy? – spytał cichym oraz zachrypniętym głosem Liam, owijając się mocniej kocem w kratkę.  
- No jasne, to w końcu dom mój i Louis’a. – uśmiechnął się – Komedia? Horror?
- Może być horror! – krzyknął Tomlinson z kuchni.
- Co powiecie na Szósty Zmysł?
- To ten z Brucem Willisem?  - spytał Zayn, patrząc na okładkę płyty, którą trzymał młodszy.
- Tak, oglądałem raz. Całkiem fajny. – stwierdził, patrząc na opis filmu. – Liam, chcesz może herbatę na rozgrzanie?
- Nie, nie musisz, dzięki.
- To zrobię Ci. – mruknął Harry i pobiegł do kuchni.
- Czy Liam nie powiedział ‘’ Nie ‘’ ? – spytał tępo Niall, spoglądając na Zayn’a.
- Tak, tak powiedział, no cóż.. to przecież jest Harry. – sprecyzował mulat, uśmiechając się do blondyna.
Po chwili do salonu przyszedł Louis z Harry’m. Starszy miał 5 małych talerzy w prawej ręce i jeden talerz z kanapkami w lewej ręce, chłopak z loczkami niósł herbatę dla Payne’a.
- Zamierzacie oglądać film w kominku? – spytał Louie, chichocząc.
Boże, jak ja kocham ten śmiech, pomyślał Liam.
Chłopcy przenieśli się na sofę i fotele, a Harry włączył film. Lou porozdawał talerze, a gdy doszło do Liam’a, ciemny blondyn spuścił wzrok i oblał swoje policzki dorodnymi rumieńcami.
Fabuła filmu naprawdę wciągnęła chłopców. Oglądali w ciszy, zapatrzeni w plazmowy ekran.
- O kurde, już 21? – spytał Louis, dostał w odpowiedzi pomruki, które znaczyły, że tak, jest 21. – Przepraszam chłopcy, ale miałem zadzwonić do Eleanor około dwudziestej, zaraz wracam.
Liam posmutniał. Miał ochotę się rozpłakać. Zacisnął dłonie w pięści i mocniej wtulił się w Zayn’a. Brunet zrozumiał przesłanie i zaczął delikatnie gładzić plecy Liam’a.
Louis nie wraca już 20 minut, a miał wykonać tylko jeden głupi telefon do Calder, myślał Payne.
Jak na zawołanie, parę sekund po przemyśleniu chłopaka, Tomlinson zjawił się w salonie, nadal dyskutując przez telefon.
- Serio, Paul? Ale, że naprawdę? Dzięki! Pięć dni? Okej. Nie, to poradzę sobie.. A chcę ci się? No faktycznie. – zaśmiał się lekko. – Czyli zarezerwujesz? Dobra, tak dwuosobowy. Dzięki! Stary, jesteś najlepszy! Jutro o 10, zrozumiałem. Okej, dzięki! Cześć, miłej nocy! – Louis skończył połączenie, a Harry zastopował na chwilę film. – Nie uwierzycie, co wymyśliłem.
- Oświeć nas. – poprosił Niall, spoglądając kątem oka na Tomlinsona.
- Jutro o 10 mam samolot do Francji. – uśmiechnął się – Zabieram tam Eleanor, no wiecie, chodzimy już ze sobą pół roku.
- Jak to? Na ile? – zdziwił się Harry.
- Na jakieś pięć dni. Spokojnie, wam też załatwiłem urlop. – posłał przyjaciołom ciepły uśmiech.
Nastąpiła chwila ciszy, którą przerwał Liam.
- Ale po co?! Przecież mieliśmy ćwiczyć piosenki, Louis. Nie możesz zaniedbywać spraw zespołu przez Eleanor! – krzyknął chłopak, za późno gryząc się w język.
- Ja?! Ja zaniedbuję sprawy zespołu przez Eleanor? Eleanor? Kurwa, Liam, błagam, cię! – warknął. – Przypominam Ci, że to ty przez ostatnie tygodnie spieprzasz próby, nie pamiętasz piosenek i się obijasz! – zaczął wyliczać – A do tego, olewasz nas! Co sodówka Ci do główki strzeliła, Panie Payne?
- Ja..
- Tak, ty! Mam już tego dosyć, rozumiesz? Już dawno chciałem ci to wszystko wygarnąć, ale teraz sam zacząłeś, zaczynając temat o El, idioto! – zaczął zbliżać się do Liama.
To boli.
Liam nic nie mówił. Było mu głupio, wstyd i rozdzierał go wewnętrzny ból.
- I co teraz jakoś ucichłeś? Mocny na początku, a potem co? – stał z nim twarzą w twarz.
- Dobra, przestańcie! – krzyknął Zayn – Starczy, okej? Jesteście przyjaciółmi, jak wy się zachowujecie? - stanął między nimi, odpychając Louis’a.  – Odczep się od Liama, dobra?
- A ty znowu go bronisz! Zawsze będziesz to robił, nie? Bo co? Czemu? Biedny Liam nie poradzi sobie bez ciebie? – prychnął głośno.
Harry i Niall przyglądali się kłótni. Styles chciał coś zrobić, ale nie miał pojęcia po czyjej stronie stanąć. A Horan? On stał i patrzył się na to wszystko, nie przejmując się łzami, które spływały z jego oczu.
- Może dlatego, że tak robią przyjaciele? – odpowiedział Zayn
Louis nie wiedział co odpowiedzieć, postanowił zakończyć kłótnie, nie zważając na słowa Malika.
- Dzięki, Liam. Pokazałeś jakim egoistycznym dupkiem jesteś, i wiesz co? Ani trochę nie żałuję moich słów.  – odwrócił się na pięcie, kierując ku wyjścia z mieszkania.
Ciemny blondyn stał na środku salonu ze spuszczoną głową. Bawił się swoimi palcami, dławiąc się łzami. Trząsł się ze strachu lub z zimna.
To moja wina. Po co ja to wszystko zacząłem? Jestem.. egoistycznym dupkiem.
Zayn szybkim ruchem przygarnął przyjaciela i mocno przytulił, pozwalając na to, aby Liam wypłakał się na jego ramieniu.
Niall bez słowa wybiegł z mieszkania, połykając słone łzy. Harry nadal obserwował wszystko, nie odzywając się ani słowem.
- To.. ehm..- zaczął Zayn, czując jak Liam powoli usypia w jego uścisku. – Pójdziemy już – szepnął.
- Zayn.. – mruknął Harry, niepewnie patrząc w tęczówki chłopaka.
- Tak? – spytał cicho, podnosząc wzrok na przyjaciela.
- Mogę pójść z wami? Nie chcę tu być jak Louis wróci, będzie wkurzony i ja.. boję się.
Zayn uśmiechnął się smutno do bruneta, szepcząc ciche:
- Chodź Harry.

__________________________________________
Przedstawiam najdłuższy rozdział w historii moje pisania (; ponad 2000 słów.
Co ja o nim sądze? Yhm.. Szczerze to podoba mi się wstęp z Liam'em, sytuacja w studiu, ale za nic na świecie nie podoba mi sie kłótnia w mieszkaniu Larry'ego, czemu ? Nie mam pojęcia. W mojej głowie, wyobraźni, to wyglądało o wiele lepiej, przysięgam!
Rozdział pisałam po 2 w nocy, więc byłam leciutko zmęczona - słabe usprawiedliwienie, ale jakieś jest.
Nie mam pojęcia co robić z moimi innymi opowiadaniami (i-wanna-be-drunk-with1d i gottatobeyou-onlyyou ; oba na blogspocie ) Zastanawiam sie nad zawieszeniem.. Pomysłów na nowe rozdziały co do tych 2 opowiadań mi brak, teraz najłatwiej mi sie pisze tego bloga o LiLo (:
No cóż, mam już wszystko zaplanowane.
Cieszę sie, że (według mnie) w tym rozdziale jest jakaś akcja, a co wy sądzicie?


DZIĘKUJE ZA WSZYSTKIE KOMENTARZE! 
Kocham to, w jaki sposób komentujecie! nie ma spamów, reklam do swoich blogów, tylko (miejmy nadzieję, że szczere) opisy! (:
I tu odpowiadam na jedno pytanie:
ByMyBooBear - Przykro mi, ale wszystko kiedyś musi się skończyć! <3 Pozdrawiam! xx

Jejuu, nieźle sie rozpisałam ;o
Mam nadzieję, że rozdział przypadnie wam do gustu, KOMENTUJCIEE! :) 

do następnego! xx 




środa, 27 czerwca 2012

004.


Przekręcił się na bok, po raz setny, starając się zmienić pozycję do spania. Owszem, Harry cierpiał na bezsenność. Szybko wybudzał się ze snu, miał problemy z zasypianiem, a jego styl życia mu w tym nie pomagał. Brunet westchnął głośno, prostując się na łóżku. Spojrzał na zegarek, stojący na szafeczce, która znajdowała się obok łóżka.
2:01, no pięknie . Pomyślał. Wiedział, że musi wstać około ósmej, był również świadomy tego, że raczej już dziś nie zaśnie. Do godziny dwunastej wraz z Zayn’em opiekował się chorym Liam’em. Następnie od razu rzucił się na łóżko, z chęcią zaśnięcia. Jak widać, nie wyszło mu.
Warknął, przecierając mokre policzki kciukiem. Miał już tego dosyć. Chciał dać upust emocjom, a w nocy raczej nikt go nie usłyszy. Harry’ego przygnębiało to, że nie mógł spać. Sądził, że zachowuje się jak dziecko, płacząc w nocy, z powodu bezsenności.
Chociaż, nie powinien zrzucać winy na jego problemy, dotyczące tak zwanej bezsenności. Nie mógł spać, faktycznie, ale jego myśli od paru godzin nie zajmował nikt inny, jak sam Payne. Styles zaczął się martwić o przyjaciela. Gdy wraz z Malikiem wyszli z mieszkania Liama, zostawili go tam śpiącego, z gorączką.
Co się dzieje z Liamem? Czemu Zayn nie chce mi powiedzieć? O co mu chodziło, gdy powiedział ‘Mi też nie jest trudno żyć z tym, że poznałem prawdę. ‘ ?
Prowadził rozmowę z samym sobą, w myślach.
Chciał oderwać się od tematu Liama.
Udało mi się, bo już po paru minutach jego myśli kierowały się do nieprzespanych nocy w rodzinnym Holmes Chapel. Nadal pamięta nocne kłótnie rodziców, jeszcze przed rozwodem. Harry miał wtedy 8 lat, ale do końca życia nie zapomni jak jego ojciec podniósł rękę na matkę. Doskonale to pamięta – głos rozbitego szkła, cisza, przeprosiny, trzaśnięcia drzwiami. Wiele osób myśli, że życie Styles’a od zawsze było takie kolorowe, ci ludzie po prostu nie znają prawdy, tylko tyle.
Zwykle, gdy nie mógł spać, przez kłótnie rodziców, chodził do Gemmy, starszej siostry, która również płakała po nocach.
Chłopak uśmiechnął się lekko na wspomnienie wspólnych, nocnych rozmów, które zacisnęły więzi między rodzeństwem.
Zwykle siadali obok siebie na łóżku, pod kocem, przytuleni do siebie. Potrafili spędzić tak całą noc, czasem parę godzin, zasypiając nad ranem.
Nie zorientował się nawet, gdy większy potok łez zaczął wylewać się z jego oczu, niczym wody wodospadu. Otarł je kołdrą i po raz kolejny zaczął się wiercić na łóżku, przeklinając pod nosem. Uderzył, z całej siły, ręką w łóżko, chcąc wyładować swoją złość, po czym znowu przetarł wilgotne oczy.
Mam dość.
***
Minęły już dwa tygodnie. Równo dwa tygodnie temu ostatni raz ją widział na lotnisku Heathrow, czekając na jej lot do Manchesteru. Tęsknił za jej piwnymi oczami, które okrywały wachlarze rzęs, idealnymi ustami, lekko falowanymi włosami. Było mu brak jej ruchów, zapachu, pocałunków.
Chciał rzucić wszystko i do niej polecieć, zrobić cokolwiek, aby mógł ją chociaż zobaczyć i sprawić, żeby poczuła się bezpieczna, obejmując ją ramionami.
Nigdy nie sądził, że można za kimś tak tęsknić.
Louis po prostu po raz pierwszy się prawdziwie zakochał. Doznał realnej, silnej miłości.
Westchnął głośno, przeciągając się w wygodnym łóżku. Kątem oka spojrzał na zegar, wiszący na ścianie. Gdy wybiła równo ósma postanowił wstać. Powolnym ruchem podniósł się do pozycji siedzącej, następnie zrzucając nogi na puchaty, beżowy dywan opuścił łóżko, kierując się w stronę okna. Zbadał wzrokiem pogodę i spojrzał na termometr, który wskazywał równo czternaście stopni Celsjusza. Odwrócił się na pięcie i podążył w stronę garderoby. Wybrał czyste bokserki, bluzkę w czarno-białe paski, ciemne jeansy oraz kurtkę wykonaną z równie ciemnego jeansu. Wziąwszy ubrania, szybko znalazł się w łazience, gdzie pośpiesznie narzucił je na siebie narzucił oraz wykonał poranną toaletę.
Wyszedł z łazienki, kierując się do wyjścia ze swojej sypialni. Korytarzykiem przeszedł do spiralnych schodów i po chwili znalazł się na pierwszym piętrze swojego dwupoziomowego apartamentu.
Doszedł do kuchni, w której przygotował sobie szybkie śniadanie, uprzednio pijąc kubek ciepłej kawy – dwie kanapki z szynką, żółtym serem oraz pomidorem, zobaczywszy godzinę na zegarku od kuchenki, wziął swoje śniadanie i pokierował się do wyjścia z mieszkania. Nałożył białe trampki marki Converse oraz zamknąwszy za sobą drzwi, udał się na dół, do hallu.
***
            Ziewnął głośno, przecierając zmęczone oczy i jednocześnie uśmiechając się na widok Louis’a, idącego w jego stronę. Szatyn pomachał mu oraz odwzajemniając uśmiech, przystanął przy blondynie.
- Jak tam? – spytał Louis, wyjmując telefon z kieszeni.
- Nie widać? – odpowiedział pytaniem na pytanie, Niall. - Jestem wrakiem człowieka, który się nie wyspał. Wyglądam jak świętej pamięci prababcia Zosia, dołuje mnie fakt, że przed nami parę godzin prób, jestem głodny i tęsknie za łóżkiem.  - Gdy Horan skończył swój monolog oraz przestał gestykulować rękoma, zdziwiony popatrzył na Tomlinsona – A ty czemu nie wyglądasz jak wrak człowieka?
- Oh, dzięki. Schlebiasz mi, Horan, oj, schlebiasz mi. – uśmiechnął się tryumfalnie starszy. - To po prostu czysta magia.
Mimo zmęczenia Niall roześmiał się głośno, słuchając słów przyjaciela.
- Która godzina? – zagadał blondyn, po chwili ciszy.
- Równo wpół do dziewiątej. Paul powinien zaraz być, a Liam’a, Zayn’a i Harry’ego nadal nie ma.
- Raczej Liam’a dziś nie będzie, w ogóle. – odezwał się Styles, który jak na zawołanie przed chwilą, niezauważony wyszedł z windy.
- A to czemu?
- Przeziębił się. Gorączka i takie tam sprawy. Zayn u niego jest i zaraz powinien do nas dołączyć, nie wiem czy bez Liam’a próba będzie mieć jakiś sens.
- Faktycznie, ale z drugiej strony to dobrze. Liam zasłużył na odpoczynek od pracy, zmienił się, nie? – zauważył farbowany, uważnie przyglądając się przyjaciołom.
- Prawdę mówiąc, ja te zmiany już dawno zauważyłem. Chciałem z nim porozmawiać, ale wszyscy dobrze wiemy, że Zayn’owi by najpierw o czymś ważnym powiedział, później nam. – mruknął Lou.
- Zayn wie. – powiedział pewnie Harry – Tylko nie chce mi powiedzieć, wam pewnie również nie powie. Twierdzi, że jeśli Liam zdecyduje się nam to wyjaśnić to będzie najlepiej, jednak sam Malik tego nie zdradzi.
- To musi być coś poważnego, bo Liam nie robi z byle czego problemów. – stwierdził Horan.
- Zayn również. – dopowiedział najmłodszy.
Nastąpiła chwila ciszy. Była to niekomfortowa cisza, który rzadko miała miejsce w towarzystwie członków zespołu.
- Wiecie, co? Głupio wyszło, powinniśmy o tym wcześniej porozmawiać z Liam’em. Jesteśmy jak bracia, nie? Zawsze i na zawsze razem, chłopcy. – szepnął Louis, spuszczając głowę – Nie chcę, żeby coś to popsuło i jestem pewny, że wy, jak i Zayn oraz Liam, też tego nie chcecie.
- Nie chcemy. – mruknęli obydwoje z poczuciem winy, a potem całą trójką się przytulili.
***
- Kiedy raczyłeś mi to powiedzieć?! – krzyknął szatyn, miażdżąc spojrzeniem Liam’a.
- Ja..
- Tak, właśnie Ty! Kiedy?! Odpowiedz mi na te głupie pytanie! Chociaż raz zachowaj się jak mężczyzna! – uderzył ręką w stół.
- Louis, ja..
- Zamknij się! Nie wymawiaj więcej mojego imienia! Nie chcę cię znać!
- Ale.. Błagam, daj mi wytłumaczyć! – szepnął Payne, załamanym głosem.
- Nie, miałeś szanse mi to wszystko powiedzieć! Nie chce się przyjaźnić z kłamcą, który mnie jest we mnie zakochany!
- Wysłuchaj mnie, proszę. – Liam podszedł do niego.
- Nie zbliżaj się do mnie! Nie masz prawa mnie dotykać, ani na mnie patrzeć, pedale! Brzydzę się tobą!
Zabolało.
            Liam obudził się z krzykiem, cały zapłakany i mokry od potu. Trząsł się ze strachu. Przed chwilą śnił mu się najgorszy koszmar w jego życiu, który może stać się prawdziwy. Nie musi, ale może.
Skulił się w łóżku, podciągając kolana pod brodę oraz obejmując nogi ramionami.
Zadrżał ze strachu, gdy poczuł czyjeś ramiona, oplatające jego ciało.
- Spokojnie, to tylko ja. – szepnął Zayn, nad uchem przyjaciela. – Co się stało, Li? – spytał, kojącym głosem.
Ciemny blondyn nie odpowiedział, w ogóle nie zareagował na pytanie bruneta. Myślami był w swoim śnie, a raczej koszmarze.
Malik zbadał go spojrzeniem, zaczął go lekko kołysać, kiedy spostrzegł, jak Liam drży – Co się stało?
Nie uzyskał odpowiedzi, lecz usłyszał szloch Payne’a. Mocniej zacisnął jego ramiona, pozwalając, aby Liam położył się, opierając głowę o jego brzuch. Zayn starł kciukiem łzy Liam’a, nucąc mu nad uchem uspokajającą melodię.
Siedzieli długo w ciszy, Malik wiedział, że Liam mu powie. Teraz, za parę minut, ale powie.
- Zayn… - wyjąkał Liam.
- Tak?
- Ja.. i on.. on się dowiedział.. i poszedł.. nazwał mnie pedałem i uciekł, rozumiesz? Boję się – szepnął, wybuchając większym płaczem.
- Ciii.. – szeptał Zayn – Spokojnie Liam, jestem tu. Nic ci się nie stanie, nie pozwolę na to. Opowiedz jeszcze raz, wolniej.
Liam spuścił wzrok i zaczął bawić się zamkiem od czarnej bluzy Malika – Miałem.. ehm.. sen. Śnił.. Śnił mi się on. Był tam on i ja.. i on wiedział, wiesz? Wiedział, że go.. że go kocham. I on.. powiedział, że nie chce mnie znać.. brzydził się mną. Wyzwał mnie od pedałów.. i..i.. – głos chłopaka się załamał, nie był w stanie mówić, połykając własne łzy.
Zayn patrzył na przyjaciela ze współczuciem, przycisnął go do siebie, pocierając jego plecy i obiecując, że wszystko będzie dobrze, chociaż sam nie był tego pewny. – Wystarczy – szepnął.
Brunet bał się o Liama, bał się, że chłopak nie wytrzyma i sobie coś zrobi, a Zayn nie będzie umiał go powstrzymać.
Payne powoli podniósł się na łokciach, patrząc w piwne tęczówki czarnowłosego.
- Boję się, tak cholernie się boję, że ten sen okaże się prawdziwy i on się dowie.
- On taki nie jest, dobrze o tym wiesz. – odpowiedział, wiedząc, że w obecności Liama, nie powinien mówić tego imienia.
- Obiecuj, że on się o tym nie dowie. Obiecuj, że nie dopuścisz do tego.. Błagam, Zayn. Pomóż mi!
- Jestem twoim przyjacielem.. Kocham cię, Liam. Obiecuję.
- Też cię kocham, Zayn. Dziękuję. – szepnął, zamykając oczy.
***
- Cześć chłopcy – przywitał się Paul, który przed chwilą wraz z Andym wszedł do hallu. – Gdzie Liam i Zayn?
- Liam jest chory. – mruknął Harry, nadal zły, po wczorajszym zachowaniu menagera.
- Jak to? Co mu się stało? Czemu do mnie nie zadzwoniliście?
- Nie udawaj, że cię to interesuję, czy , że się martwisz.  – burknął Styles.
- Harry, przystopuj. – szepnął mu na ucho Louis, lekko ściskając ramię młodszego.
Paul nie skomentował zachowania chłopaka – A co z Zayn’em?
- Nic. – wzruszył ramionami Niall – Pewnie jest u Liam’a.
- Zaraz to sprawdzimy. – mruknął Higgins pod nosem – Chłopcy, na górę.
Po chwili, cała piątka znalazła się w windzie i jechała na ostatnie piętro. Gdy usłyszeli dobre znany im dźwięk, wyszli i udali się do mieszkania Liam’a.
Niall zapukał lekko, lecz gdy nie usłyszał odpowiedzi, pozwolił sobie na otworzenie drzwi. Paul na przodzie wszedł do apartamentu, za nim zespół z ochroniarzem.
- Zobaczę, czy są w sypialni. – ogłosił Harry, po czym wszedł po spiralnych schodach na drugie piętro, następnie udał się małym korytarzykiem pod znany mu pokój. Odczekał chwilą, zastanawiając się czy wchodzić. Po przemyśleniu otworzył drzwi i po chwili zobaczył swoich przyjaciół śpiących na jednym łóżku. Styles uśmiechnął się na sam widok.
Nie mógł się powstrzymać i zrobi zdjęcie swoim telefonem.
Cicho stawiając stopy na panelach podszedł do łóżka i lekko szturchnął Zayn’a.
- Co się dzieje? – wymamrotał zaspany mulat.
- Paul przyjechał. Lekko się spóźniłeś.
- O cholera. – Zayn szybkim, lecz również delikatnym ruchem wstał z łóżka. Napisał Liam’owi liścik na kartce, w którym wyjaśnił powód szybkiego opuszczenia mieszkania Payne’a, po czym szybkim krokiem wyszedł z sypialni, następnie schodami w dół i już znalazł się przy wyjściu.
- Będę gotowy za pięć minut. – powiedział na odchodnym.
Biegiem wpadł do swojego apartamentu, sięgnął po portfel oraz telefon i szybko przejrzał się w lustrze, poprawiając niedoskonałości. Chwycił klucz i wyszedł z mieszkania, uprzednio je zamykając.
Szybko znalazł się na dole, gdzie ze sztucznym uśmiechem przywitał się z recepcjonistką. Zobaczywszy przyjaciół, menagera i Andy’iego ruszył w ich stronę. Powiedział krótkie ‘ już jestem ‘ i wyszedł z kompleksu.